Odkąd pamiętam, gdziekolwiek byłem, zawsze pakowałem się w kłopoty. A przy tym jak daleko sięgam pamięcią zawsze wyjściem z problemu była Annabeth.
Zbliżał się koniec roku szkolnego. W czasie jego trwania nie widywaliśmy się zbyt często. Oboje musieliśmy sporo uczyć. Dla niej to nie problem, nawet przyjemność, ale dla mnie - prawdziwa katorga! Z moimi ocenami - nie wiem nawet jak skończyłem gimnazjum, a co dopiero dostałem się do liceum! No w każdym razie, spotykaliśmy się tylko około raz na miesiąc, kiedy na cały weekend umawiałem się z nią w pewne przepiękne miejsce - była to zatoka w zachodniej części USA. Wtedy to douczała mnie. Te wspaniałe spotkania pozwalały mi przeżyć kolejny miesiąc rozłąki. Kiedy siadała mi na kolanach, delikatnie całowała w policzek - przypominałem sobie po co żyję. Patrzyliśmy na zachód słońca a dziewczyna powoli tłumaczyła mi wszystko czego nie rozumiałem - chociaż za bardzo jej nie słuchałem wiedza sama napływała mi do głowy; zamiast uważać na prywatnej lekcji, wpatrywałem się w nią godzinami. Jak pięknie się śmieje, jak złota grzywka opada jej na policzek i zakrywa jedno oko. Kiedy wyczuwała, że przestawałem słuchać i gapiłem się na nią aż z ust zaczynała mi powoli mi wypływać ślina, udawała, że się denerwuje. Schodziła mi z kolan i siadała na trawie, tyłem do mnie. Wtedy zawsze zaczynałem ją przepraszać, na klęczkach błagałem by mi wybaczyła, kiedy dochodziłem do tego, że mówiłem "Jesteś taka piękna, że po prostu nie potrafię się na ciebie nie gapić" - odwracała się do mnie i namiętnie całowała w usta.
Tego lata postanowiłem, że to ja coś dla niej zrobię. W dniu w którym odebrałem świadectwo ukończenia gimnazjum, od razu po ceremonii pojechałem w miejsce gdzie mieliśmy się się spotkać za 24h - by wszystko przygotować. Ścieżkę którą zawsze dochodziliśmy do plaży - na której stał nasz domek - całą obstawiłem świeczkami. Umówiłem się z driadami zamieszkującymi pobliski las, że gdy zobaczą tylko samochód mojej dziewczyny przygotują się - a gdy będzie przechodzić obok woskowych świec o zapachu wody morskiej będą je po kolei zapalać. Przystrojona dróżka prowadziła na plażę gdzie rozłożyłem nam koc i urządziłem piknik. W naszym koszyku znalazły się: naleśniki w kształcie serc, dwa kieliszki, niskoprocentowe wino - żeby rano nie mieć zbyt wielkiego kaca - a także ulubione Annabeth, truskawki w czekoladzie. Gdy wszystko było już gotowe, poszedłem się przebrać. Gdy doszedłem do naszego domku musiałem zapalić świecę. Było już prawie całkiem ciemno. Na naszą kolację pod gwiazdami wybrałem: czarne jeansy - rurki i koszulę w paski którą dostałem na gwiazdkę o Ann. Właśnie kiedy dopinałem rozporek usłyszałem huhanie sowy. Wiedziałem, że to znak. Szybko zgasiłem świecę, wybiegłem na plażę. Ciśnienie mi skoczyło kiedy zobaczyłem delikatny blask świec w zagajniku. Popędziłem w stronę koca. Szybko ułożyłem się wygodnie, by mieć idealny widok na moją dziewczynę. Chwilę później ujrzałem ostro zdziwioną Annabeth wybiegającą z lasku. Trzymała reklamówkę pełną serpentyn i nienadmuchanych balonów. "Pewnie chciała mi zrobić niespodziankę" - pomyślałem - "Lekko ją uprzedziłem". Zdawała się niczego nie rozumieć, ale gdy morze rozświetliły świeczki na mini łódeczkach, plażę powtykane w piasek a pod jej nogami pojawiła się tarcza z wody, która zaniosła ją aż do koca, jej twarz rozjaśnił uśmiech. Postukałem palcami o koszyk a z nieba zniknęły wszelkie chmury. Podniosłem się i pocałowałem ją namiętnie. Oddała mi to z nawiązką. W przerwie między naszymi pieszczotami zapytała:
- Jak zrobiłeś to z chmurami?
- Jestem synem Posejdona, a z czego składają się chmury.
- Z wody. - powiedziała i pocałowała mnie.
Kiedy to zrobiła ostatnia, najsilniejsza fala przypływu wciągnęła kocyk i nas do morza. To na czym siedzieliśmy, nie zanurzało się anie nie zamaczało - wcale nad tym nie majstrowałem:D. Ann kiedy ujrzała, że dryfujemy - do pocałunku zamknęła oczy - wystraszyła się, od razu objęła mnie i wpiła się we mnie palcami. Płynęliśmy tak a kiedy już się przyzwyczaiła, że unoszą nas fale i nieco rozluźniła nacisk wywierany na moje żebra. Wyciągnąłem z koszyka truskawki w czekoladzie.
Jeszcze płynną czekoladą obrodziłem jej nos. Udając wkurzoną zepchnęła mnie do wody. Całkiem przypadkiem odbiłem się od niej jak od trampoliny i już w mgnieniu oka siedziałem w tm samym miejscu. Uśmiechnąłem się słodko a ona znów pocałowała mnie umazując mnie przy tym całego czekoladą z pozostałych owoców.
Niedługo później morze zaczęło bujać bardziej, uspokajałem je, ale Ann postanowiła, że i tak woli już zejść na ląd. Wielka fala gnająca na wprost brzegowi (pomimo odpływu) zabrała nas ze sobą. Gdy wzięła nas na swój grzbiet Annabeth zrobiła się zielonkawa. Skróciłem jej cierpienie i wyparowałem wodę pod nami. Kocyk osiadł na piasku. Wody przed nami się rozstąpiły ukazując nasz domek letniskowy. Chociaż je o to nie prosiłem, driady zaczęły grać Stay od Rihanny - ulubioną piosenkę Ann. Pocałowałem ją podstępnie po czym zwinnym ruchem zgiąłem się do jej nóg. Złapałem za nie i podniosłem dziewczynę tak, że przewiesiła mnie się przez ramię. Krzyczała, że mam ją odstawić, ale nie słuchałem za bardzo, wiedziałem, że nie dzieje jej się żadna krzywda bo robiła to przez śmiech. Odstawiłem ją dopiero poza linią wody. Zliściowała mnie mnie porządnie, okrzyczała, że jej nie słucham a potem pocałowała romantycznie i czule. Resztę wieczoru spędziliśmy tak:
~~~
Łuuu, na reszcie skończyłam! mam nadzieję, że pierwszy rozdział wam się spodobał:D Komentujcie:)
A tak apropo to mój ulubiony cover Stay: https://www.youtube.com/watch?v=wbEeoUK4HlQ


Super piszesz!
OdpowiedzUsuńpisz dalej,proszę.