Wysiedliśmy z naszego jeepa. Złapałem Ann za rękę by dodać jej odwagi. Od razu uścisnęła moją dłoń i uśmiechnęła się. Niespiesznie ruszyliśmy pod górę.
"Obóz nie wiele się zmienił" - pomyślałem. Jak okiem sięgnąć, wszędzie rozciągały się pola krwiście czerwonych truskawek, lasy zieleniły się, tak samo jak trawa. Była za to jednak jedna rzecz której ni w ząb nie rozumiałem. Dokładnie przyglądając się obozowi dało się ujrzeć tylko Chejrona i Clarisse. Wyobrażałem sobie, że gdy przyjedziemy zobaczymy jednak więcej znajomych twarzy. Lekko zdziwieni zeszliśmy na dół.
- Hej kochasie! - przywitała się z nami córka Aresa.
- Witaj, pół móżdżku - uśmiechając się powiedziała Ann.
Na szczęście Clarisse nie obraziła się ani nie próbowała mnie zabić za zniewagę której dokonała moją dziewczyna. Po prostu się uśmiechnęła. Stanowczo związek z Chrisem dobrze jej robi - no właśnie, nigdy bym nie pomyślał, że córka Aresa jest zdolna do jakiegokolwiek uczucia poza nienawiścią!
- Przykro mi, że muszę przerwać tę paradę wzajemnego obrażania się, ale mamy ważniejsze sprawy na głowie! - ręką wskazał Wielki Dom, który był widoczny jakieś 200 merów dalej, co oznaczało, że mamy ruszyć za nim.
Chejron pokłusował, a my niespiesznym krokiem podążyliśmy w kierunku zabudowania. Rozmawialiśmy o tym co się stało w całym tym roku.
Usiedliśmy w czymś salono-podobnym. Było to miejsce w którym zawsze herosi i Chejron zbierali się przed misją, by uzgodnić plan i takie tam...
- Jak już może zauważyliście - zaczął centaur - ostatnio Ziemią zaczęły targać wstrząsy.
- Oj zauważyliśmy! - odpowiedzieliśmy równo z Ann, mając w myślach wyjazd do zatoki.
- No więc, - kontynuował Chejron lekko urażony tym, że mu przeszkodzono -coś niedobrego dzieje się z Atlasem a przynajmniej takie są podejrzenia. - w tym momencie podłoga zaczęła jakby na znak przytaknięcia. Z półki spadła jakaś stara waza a centaur mruknął coś pod nosem w stylu: Pan D. pewnie znowu mnie obciąży finansowo. - Wasza misja? Sprawdzić co się dzieje. Wybrałem waszą trójkę. Jesteście najlepsi! Jednak musicie się spieszyć. Nie wiadomo ile świat jeszcze wytrzyma. Jeżeli nawet tu, już spadają naczynia z półek to wyobraźcie sobie jak jest w innych częściach globu! Przyjmujecie misję?
Zgodnie pomrukneliśmy na znak zgody.
- W takim razie udajcie się do wyroczni i niech bogowie mają was w opiece.
Wstaliśmy z naszych krzeseł. Udaliśmy się w stronę strychu. Clarisse pierwsza rószyła na spodkanie z przeznaczeniem.
Usłyszałem dźwięk zamykających się drzwi i byłem pewien pewien, że za moment wyskoczy uradowana do nas z pomyślnym proroctwem. Wtedy nie wiedziałem jeszcze jak bardzo się pomyliłem! Wyszła powoli zza rogu biała jak płótno, ze szklanymi oczami jakby miała się zaraz rozpłakać. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Annabeth jeszcze przed chwilą wrzała entuzjazmem a teraz wystarczyło jedno spojrzenie na córkę Aresa i cały jej zapał rozpłynął się jak we mgle. Wiedziałem, że Ann w tym momencie bardzo nie chętnie ruszyła by na spotkanie z wyrocznią, więc postanowiłem jej pomóc.
Annabeth
Uśmiech na twarzy Perc'ego kiedy wyszedł od wyroczni dodał mi otuchy. Jego wzrok mówił: Twoja kolej, powodzenia. Z niejakim entuzjazmem odbiłam się od ściany, o którą się opierałem. I oczywiście znowu coś spaprałam! Poco ja patrzyłam w tył? Znowu! Moim oczom ukazała się Clarisse po której policzku spływała maleńka łza.
Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Nigdy przez tyle lat obozu nie uroniła najmniejszej łzy. Nieważny był dla niej ból fizyczny! Nie było dnia w którym poskarżyła by się komukolwiek, że coś jest nie tak. Nie działał na nią ból psychiczny. Gdy wszyscy płakali, była jedyną osobą która miała kamienną twarz. A teraz żerna łza spływała po jej twarzy.Musiałam porządnie zebrać się w sobie by nie uciec z tego miejsca, obrócić się ponownie i ruszyć na przeciw prawdzie.
Pokój wyglądał jeszcze starzej niż poprzednio kiedy go odwiedziłam. Narosło w nim parę nowych pajęczyn a kupki z trofeami i innymi śmieciami znów urosły. Pokój spowiła zielonkawa mgła. Szkielet siedzący na krześle przechodzącym próchnicą powoli poruszył się i powiedział:
- Pytaj o co chcesz.
- Pokaż mi przyszłość - odpowiedziałam lekko drżącym głosem.
Wychodząc z pokoju miałam dość mieszane uczucia, trochę się bałam, odrobinę cieszyłam. Tysiące myśli krążyły po mojej obszernej głowie.
Clarisse już nie płakała, ale na jej twarzy pozostały jeszcze ślady łez.
- Idziemy? - zapytałam odrobinę zmieszana.
Zgodnie kiwnęli głowami.
Ze wzgórza jeszcze raz rzuciłam okiem na Dolinę Obozu. Domki w których mieszkaliśmy przez tyle lat, teraz wydawały się takie odległe. Chejron stał na werandzie Wielkiego Domu i machał nam z pocieszającą miną.
Percy
Tego samego dnia kupiliśmy bilety na statek na którym całkowicie przypadkiem byliśmy sami:D. Reszta pasażerów całkiem przypadkiem nie dojechała na rejs, bo przez miasto z którego wypływaliśmy przetoczyła się powódź.
Wsiedliśmy na łódź. Ja robiłem rezerwacje, więc dla mnie i Ann wziąłem jeden pokój a dla Clarisse osobną kajutę. Statek miał wszystkie udogodnienia. Jakuzie, wielką plazmę w każdym pokoju i łazienki nawet lepsze od tych w domkach na CHB. Wakacje all inclusive.
Wieczorem usiedliśmy przy okrągłym stoliku na dziobie łodzi. Przed nami rozciągał się niesamowity widok morza chowającego się za taflą wody. Zacząłem niepewnie:
- Chyba czas wyjawić co powiedziała każdemu wyrocznia?
- Chyba tak. - powiedziała córka Aresa z nulem tylko na ponowną myśl o wróżbie.
Annabeth tylko zgodnie kiwnęła głową.
- Chyba czas wyjawić co powiedziała każdemu wyrocznia?
- Chyba tak. - powiedziała córka Aresa z nulem tylko na ponowną myśl o wróżbie.
Annabeth tylko zgodnie kiwnęła głową.




