Percabeth - Kroiki Miłości

Percabeth - Kroiki Miłości

środa, 7 maja 2014

Rozdział #4 - Clarisse już nie płakała, ale na jej twarzy pozostały jeszcze ślady łez.

Podczas podróży niewiele się odzywaliśmy. Nastrój nas obojga był raczej ponury. Raz próbowała wymusić uśmiech (co jej za bardzo nie szło), żeby mnie pocieszyć, ale położyłem jej dłoń na ramieniu dając jednoznacznie do zrozumienia: "Nie musisz". Kiedy tylko Ziemia choć trochę się zatrzęsła, dziewczyna stawała się biała jak płótno, i mocniej zaciskała palce na kierownicy. Droga trwała około 4h. Szukałem jakiegokolwiek sposobu by podróż mi się nie dłużyła, jedynym jaki znalazłem buło tępe gapienie się na Annabeth.
Wysiedliśmy z naszego jeepa. Złapałem Ann za rękę by dodać jej odwagi. Od razu uścisnęła moją dłoń i uśmiechnęła się. Niespiesznie ruszyliśmy pod górę.
"Obóz nie wiele się zmienił" - pomyślałem. Jak okiem sięgnąć, wszędzie rozciągały się pola krwiście czerwonych truskawek, lasy zieleniły się, tak samo jak trawa. Była za to jednak jedna rzecz której ni w ząb nie rozumiałem. Dokładnie przyglądając się obozowi dało się ujrzeć tylko Chejrona i  Clarisse. Wyobrażałem sobie, że gdy przyjedziemy zobaczymy jednak więcej znajomych twarzy. Lekko zdziwieni zeszliśmy na dół.
- Hej kochasie! - przywitała się z nami córka Aresa.
- Witaj, pół móżdżku -  uśmiechając się powiedziała Ann.
Na szczęście Clarisse nie obraziła się ani nie próbowała mnie zabić za zniewagę której dokonała moją dziewczyna. Po prostu się uśmiechnęła. Stanowczo związek z Chrisem dobrze jej robi - no właśnie, nigdy bym nie pomyślał, że córka Aresa jest zdolna do jakiegokolwiek uczucia poza nienawiścią!
- Przykro mi, że muszę przerwać tę paradę wzajemnego obrażania się, ale mamy ważniejsze sprawy na głowie! - ręką wskazał Wielki Dom, który był widoczny jakieś 200 merów dalej, co oznaczało, że mamy ruszyć za nim.
Chejron pokłusował, a my niespiesznym krokiem podążyliśmy w kierunku zabudowania. Rozmawialiśmy o tym co się stało w całym tym roku.
Usiedliśmy w czymś salono-podobnym. Było to miejsce w którym zawsze herosi i Chejron zbierali się przed misją, by uzgodnić plan i takie tam...
- Jak już może zauważyliście - zaczął centaur - ostatnio Ziemią zaczęły targać wstrząsy.
- Oj zauważyliśmy! - odpowiedzieliśmy równo z Ann, mając w myślach wyjazd do zatoki.
- No więc, - kontynuował Chejron lekko urażony tym, że mu przeszkodzono -coś niedobrego dzieje się z Atlasem a przynajmniej takie są podejrzenia. - w tym momencie podłoga zaczęła jakby na znak przytaknięcia. Z półki spadła jakaś stara waza a centaur mruknął coś pod nosem w stylu: Pan D. pewnie znowu mnie obciąży finansowo. - Wasza misja? Sprawdzić co się dzieje. Wybrałem waszą trójkę. Jesteście najlepsi! Jednak musicie się spieszyć. Nie wiadomo ile świat jeszcze wytrzyma. Jeżeli nawet tu, już spadają naczynia z półek to wyobraźcie sobie jak jest w innych częściach globu! Przyjmujecie misję?
Zgodnie pomrukneliśmy na znak zgody.
- W takim razie udajcie się do wyroczni i niech bogowie mają was w opiece.
Wstaliśmy z naszych krzeseł. Udaliśmy się w stronę strychu. Clarisse pierwsza rószyła na spodkanie z przeznaczeniem.
Usłyszałem dźwięk zamykających się drzwi i byłem pewien pewien, że za moment wyskoczy uradowana do nas z pomyślnym proroctwem. Wtedy nie wiedziałem jeszcze jak bardzo się pomyliłem! Wyszła powoli zza rogu biała jak płótno, ze szklanymi oczami jakby miała się zaraz rozpłakać. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Annabeth jeszcze przed chwilą wrzała entuzjazmem a teraz wystarczyło jedno spojrzenie na córkę Aresa i cały jej zapał rozpłynął się jak we mgle. Wiedziałem, że Ann w tym momencie bardzo nie chętnie ruszyła by na spotkanie z wyrocznią, więc postanowiłem jej pomóc.
Annabeth
Uśmiech na twarzy Perc'ego kiedy wyszedł od wyroczni dodał mi otuchy. Jego wzrok mówił: Twoja kolej, powodzenia. Z niejakim entuzjazmem odbiłam się od ściany, o którą się opierałem. I oczywiście znowu coś spaprałam! Poco ja patrzyłam w tył? Znowu! Moim oczom ukazała się Clarisse po której policzku spływała maleńka łza.
Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Nigdy przez tyle lat obozu nie uroniła najmniejszej łzy. Nieważny był dla niej ból fizyczny! Nie było dnia w którym poskarżyła by się komukolwiek, że coś jest nie tak. Nie działał na nią ból psychiczny. Gdy wszyscy płakali, była jedyną osobą która miała kamienną twarz. A teraz żerna łza spływała po jej twarzy.
Musiałam porządnie zebrać się w sobie by nie uciec z tego miejsca, obrócić się ponownie i ruszyć na przeciw prawdzie.
Pokój wyglądał jeszcze starzej niż poprzednio kiedy go odwiedziłam. Narosło w nim parę nowych pajęczyn a kupki z trofeami i innymi śmieciami znów urosły. Pokój spowiła zielonkawa mgła. Szkielet siedzący na krześle przechodzącym próchnicą powoli poruszył się i powiedział:
- Pytaj o co chcesz.
- Pokaż mi przyszłość - odpowiedziałam lekko drżącym głosem.
Wychodząc z pokoju miałam dość mieszane uczucia, trochę się bałam, odrobinę cieszyłam. Tysiące myśli krążyły po mojej obszernej głowie.
Clarisse już nie płakała, ale na jej twarzy pozostały jeszcze ślady łez.
- Idziemy? - zapytałam odrobinę zmieszana.
Zgodnie kiwnęli głowami.
Ze wzgórza jeszcze raz rzuciłam okiem na Dolinę Obozu. Domki w których mieszkaliśmy przez tyle lat, teraz wydawały się takie odległe. Chejron stał na werandzie Wielkiego Domu i machał nam z pocieszającą miną.
Percy
Tego samego dnia kupiliśmy bilety na statek na którym całkowicie przypadkiem byliśmy sami:D. Reszta pasażerów całkiem przypadkiem nie dojechała na rejs, bo przez miasto z którego wypływaliśmy przetoczyła się powódź. 
Wsiedliśmy na łódź. Ja robiłem rezerwacje, więc dla mnie i Ann wziąłem jeden pokój a dla Clarisse osobną kajutę. Statek miał wszystkie udogodnienia. Jakuzie, wielką plazmę w każdym pokoju i łazienki nawet lepsze od tych w domkach na CHB. Wakacje all inclusive.
Wieczorem usiedliśmy przy okrągłym stoliku na dziobie łodzi. Przed nami rozciągał się niesamowity widok morza chowającego się za taflą wody. Zacząłem niepewnie:
- Chyba czas wyjawić co powiedziała każdemu wyrocznia?
- Chyba tak. - powiedziała córka Aresa z nulem tylko na ponowną myśl o wróżbie.
Annabeth tylko zgodnie kiwnęła głową.

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział i super blog. Kiedy następny rozdział? ???

    OdpowiedzUsuń