Percabeth - Kroiki Miłości

Percabeth - Kroiki Miłości

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział #2 - Objąłem ją ramieniem i starałem się uspokoić.

Otworzyłem oczy. Leżałem w moim łóżku. Głowa ostro mnie bolała. No cóż lekki kacyk był. Z Ann oglądaliśmy wczoraj w nocy falujące morze i popijaliśmy nasze niskoprocentowe winko więc możliwe, że w pewnym momencie film mi się urwał. Nie pamiętałem za wiele. Moim ostatnim wspomnieniem było to jak usiedliśmy na ciepłym jeszcze piasku, położyła mi głowę na ramieniu i jak jej szeptałem słodkie słówka wprost do ucha - co wy tacy ciekawscy, nie powiem co mówiłem, wypchajcie się - i mniej więcej od tego momentu już nie mogę polegać na mojej pamięci:C.  "Cóż, o jeden kieliszek za daleko" - pomyślałem - "Ciekawe jak ma się Annabeth". Wstałem z łóżka i popatrzyłem na sąsiednią pryczę. Była pusta. Wiedziałem, że Ann lubiła wcześniej stawać, żeby mieć więcej czasu na naukę - czego nigdy nie zrozumiem! - choć ja byłem zdania, że budzi się o takiej godzinie żeby się ogarnąć! Zawsze kiedy otwierałem oczy, była pięknie uczesana, umalowana delikatnie i ubrana w strój kąpielowy ode mnie - sam wybierałem, no nie powiem, górna część była dosyć skąpa, ale oczywiście nie przesadni. Myślę, że gdybym kupił Annabeth taki jaki na początku proponował mi Grover - ta był ze mną w sklepie, oczywiście kazałem mu przymierzać te stroje! - Ann by się nie pogniewała ;D, ale Atena nigdy nie wybaczyła by mi, to że jej pół naga córka wchodzi do królestwa mego ojca.
No ale wracając do tematu. Dokładnie rozejrzałem się po domku, mając nadzieję, że jednak znajdę ją w kuchni, przegotowującą dla mnie pyszne śniadanko, no ale się przeliczyłem. Nie uświadczyłem jej nawet w łazience. Wyszedłem na pole. Ujrzałem moją piękność ubraną tak:
 Z wyrazem stanowczego zastanowienia na twarzy, rzucała swym sztyletem w pobliskie drzewo. Słońce świeciło mocno. Bezszelestnie podkradłem się do niej i już miałem założyć ręce na oczy i zapytać : "Zgadnij kto to?" Kiedy nie odwracając wzroku powiedziała:
- Percy, nawet nie próbuj! - Nie ogarniam jak ona to robi, o ale dobra.
Pocałowałem ją delikatnie w policzek i zadałem pytanie:
- Nad czym tak myślisz? - Wzięła głęboki wdech po czym oznajmiła:
- W nocy przyleciała do mnie sowa z wiadomością.
- Sowa? Nie pomyliło ci się trochę z Harrym Poterrem?
- Nie przerywaj to nie ładnie! - udawała, że się obraża, ale nastrój na fochy szybko jej minął więc się odwruciłą do mnie i pocałowała w usta a następnie kontunuowała: - Normalnie wiadomości przynosi Hermes, ale jeżeli mu się nie chce, lub boisz się o swoje rzeczy wysyła jakby twój znak, rozumiesz? Zeusowi piorun, Atenie sowę, Dionizosowi wysyłał kiedyś lampkę wina, ale od kiedy pan D. ma zakaz otrzymuje wieści w puszce dietetycznej coli. Ty masz lekko gorzej bo papierem z informacjami owija trójząb i rzuca w twym kierunku. Masz szczęście bo najczęściej nie trafia. Najczęściej! - oznajmiła lekko się krzywiąc - No ale już nie odchodząc od tematu, wiadomość była od Chejrona, mamy się oboje stawić po jutrze na obozie, oprócz nas będzie jeszcze paru innych Herosów, najbardziej dziwi mnie to, że nie podał powodu zebrania.
- Pewnie jakaś pierdoła, w stylu, że potrzeba mu nowych potworów , albo mu się nudzi, czy coś w tym stylu. - odparłem trochę zły, że nasz pobyt w zatoce lekko się skróci. Miał trwać tydzień:C!
- Poćwiczymy trochę? Mam ochotę znowu dać ci wycisk. -  Uśmiechnęła się, ostatni raz rzuciła do pniaka drzewa, wzięła leżący nieopodal miecz i ruszyła w stronę naszej polany ćwiczebnej. Podążyłem za nią wiedziony pięknym zapachem, jej świeżo umytych włosów.
Gdy już dotarliśmy na miejsce w który m zwykliśmy walczyć oboje obnażyliśmy miecze. Walczyliśmy tak zaciekle, że aż pod z nas spływał. Oberwałem kilka razy płazem miecza, ale nie byłem Annabeth dłużny. W końcu nasze miecze skrzyżowały się w gardzie. Ziemia zatrzęsła się w posadach i oboje zdziwieni odskoczyliśmy od siebie. Trzęsienie nasilało się. Ann próbowała coś krzyczeć, ale jej głos ginął w dźwiękach rozwalających się skał które niby piłki podskakiwały na sobie. W końcu zrezygnowana wskazała palcem morze i tym razem pojąłem o co jej chodzi. Oboje ruszyliśmy w stronę wody. Wskoczyliśmy do niej jak oparzeni a ja wytworzyłem wokoło nas bańkę byśmy nie zmokli i mogli oddychać. Powoli odholowałem nas od brzegu. jakieś pięćset metrów od brzegu Annabeth dopiero się uspokoiła - mniej więcej - ułorzyła się obok i mocno przytuliła zestresowana. Objąłem ją ramieniem i starałem się uspokoić.

1 komentarz:

  1. Super! Zakochałam się! O co chodzi z tym trzęsieniem? Przypadek? - Nie sądzę! Czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń